Przemilczana prawda o raku

Poniższy artykuł pochodzi z 70-go i 71-go numeru Nexusa.

Jego wydawca (Agencja Nolpress) ma stronę internetową zamieszczoną pod adresem http://www.nexus.media.pl/

Ich e-mail to Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Telefon do Agencji Nolpress to 85 653 55 11

Ten artykuł ma związek z tym, o czym pisze w swoich książkach Renee Henry. Grupy Światowego Porządku (Illuminati) są odpowiedzialne za to, że na świecie panuje swoisty status quo i każdy, kto odważy się go podważyć jest uznawany za heretyka. Cała współczesna cywilizacja jest oparta na kłamstwieKażdy, kto odważy się podważyć te kłamstwa zaczyna dostrzegać prawdę, ale osoba szukająca prawdy napotyka na opór ogromnej liczby instytucji. Renee Henry sama tego doświadczyła ze strony systemu przydzielania stypendiów (jest biochemiczką), mass mediów, rządu, instytucji naukowych i całego "przemysłu" medycznego. Wszystkie te instytucje chcą utrzymać istniejący status quo; starają się bronić wzorca zachowań. Jednak wraz z rozpadem tego wzorca zaczynamy dostrzegać prawdziwą chronologię wydarzeń, które ukształtowały cywilizację.

Bohaterka poniższego artykułu - Virginia Livingston - została uznana za heretyczkę, mimo że zupełnie na to nie zasługiwała.

Dr Virginia Livingston zdobyła międzynarodowe uznanie, kiedy odkryła, że jej mikroorganizm wywołujący raka produkuje ludzki hormon wzrostu od dawna wiązany ze złośliwością nowotworu. Jednak początkowo nawet w to nie chciano uwierzyć. Gdyby uzyskała tę samą pozycję w odniesieniu do odkrycia mikroorganizmu wywołującego raka, przypuszczalnie nie byłoby już dziś raka.

W tej chwili nie ma leku na jej mikroba raka. Przemilczanie jej osiągnięć doprowadziło do braku zainteresowania leczeniem  i w rezultacie co roku ogromna liczba ludzi musi cierpieć i umierać.

PRZEMILCZANA PRAWDA O RAKU

Medyczny establishment Stanów Zjednoczonych przez długi czas akceptował mikrobiologiczną przyczynę raka, po czym na początku XX wieku zmienił zdanie i od tego momentu odmawia zaakceptowania prawdziwości naukowych badań dowodzących istnienia drobnoustroju powodującego raka.

Słowo "cancer" pochodzi z łaciny i znaczy w tym języku "rak" lub "krab". Dziś "leczenie" raka stało się potężnym przemysłem. Na początku XX wieku medycyna uważała, że rzecz nie w tym, czy infekcyjna choroba wywołała raka, ale która z nich. Przez ponad 200 lat co jakiś czas na nowo odkrywano mikroba powodującego raka, po czym nazywano go i przemianowywano. Każdy z jego odkrywców poszerzał wiedzę o nim, z której nie było żadnej korzyści. Następnie w roku 1910 pewni amerykańscy medyczni włodarze wykonali zwrot o 180 stopni i orzekli, że rak nie jest wywoływany przez mikroby i każdy, kto myśli inaczej, jest heretykiem, szarlatanem lub konowałem.

Z tym stanowiskiem nie zgodziła się dr Virginia Wuerthele-Caspe Livingston i sieć jej sprzymierzeńców. Korzystając z osiągnięć amerykańskiej powojennej techniki prowadziła cenione przez środowisko badania i publikowała ich wyniki. Dr Bean Burk, który był współzałożycielem Krajowego Instytutu Raka Stanów Zjednoczonych (US National Cancer Institute) i przez 34 lata kierował jego wydziałem chemii, oświadczył nawet, że drobnoustrój powodujący raka dr Livingston jest równie rzeczywisty i określony jak wszystko inne, co jest wiadome na temat raka. Badacz dr Alan Cantwell jr żył w przekonaniu, że zarazki odpowiedzialne za wszystkie ważne choroby zostały już odkryte. Po pewnym czasie odkrył jednak ku swemu przerażeniu, że pominięto jednego z nich - mikroba powodującego raka. Cantwell wiedział już, że Livingstone została napiętnowana przez medyczną ortodoksję za odkrycie drobnoustroju powodującego raka i że właśnie w ten sposób zdyskredytowano według niego przypuszczalnie największe odkrycie XX wieku.

Uderzające podobieństwo między rakiem i gruźlicą (TB) zauważono na długo przed odkryciem prątka gruźlicy. Istnienie tego wyraźnego podobieństwa w roku 1877 wykazał sir John Simon i uparcie argumentował, że drobnoustrój w postaci prątka jest źródłem raka. Od tego czasu napisano tysiące artykułów i tekstów opisujących złośliwe przerzuty będące następstwem  gruźliczej infekcji, jednak na potwierdzenie słuszności tezy sir Johna Simona trzeba było czekać aż do czasu odkrycia przez dr Livingston drobnoustroju, który, mimo iż przypominał prątka wywołującego gruźlicę, nie był tym samym zarazkiem, ale jego atypową formą - wynikiem połączenia prątka i innych promieniowców. Gdyby medycyna naukowa i jej włodarze poświęcili tyle samo czasu na badanie i zwalczanie drobnoustroju Livingston, co na atakowanie jej i jej sprzymierzeńców, to niewykluczone, że rak byłby dziś uleczalny.

 

 

Atak na chłoniaka Hodkina (ziarnicę złośliwą)

Kiedy Virginia Livingston była studentką Szkoły Medycznej Bellevue w Nowym Jorku, jej wykładowca patologii trochę lekceważąco wspomniał, że na Uniwersytecie Cornella jest kobieta, patolog, która uważa, że choroba Hodgkina (rodzaj raka gruczołów) jest wywoływana przez ptasią gruźlicę. Owa patolog opublikowała swoje odkrycie, ale nikt nie potwierdził jej ustaleń. Później dr Livingston porównała zdjęcia obu chorób. Występujące w chorobie Hodgkina wielkie wielojądrowe komórki, nazywane komórkami Reeda-Sternberga, przypominały wielkie komórki gruźlicy, które wchłaniały pałeczki gruźlicy. Dr Livingston zapamiętała, że owa patolog, dr Elise L'Esperance, prawdopodobnie miała rację, ale miała duże trudności z uzyskaniem akceptacji dla swoich poglądów.

W roku 1931 dr L'Esperance obserwowała, jak kwasoodporne (dotyczy oporności na odbarwianie przez kwas) bakterie podobne do pałeczek gruźlicy zawładnęły jej próbkami tkanek raka Hodgkina. Ten sam drobnoustrój wstrzyknięty świnkom morskim również u nich wywołuje chorobę Hodgkina, co czyni zadość postulatom Kocha. Dr L'Esperance dostarczyła drowi Jamesowi Ewingowi, swojemu byłemu nauczycielowi, "ojcu onkologii", prominentnemu patologowi raka na Uniwersytecie Cornella, swoje barwione slajdy, który początkowo potwierdził, że rzeczywiście wskazują one na chorobę Hodgkina, ale kiedy dowiedział się, że te próbki pochodzą ze świnek morskich zaszczepionych ptasią gruźlicą, którą znalazła ona u ludzi cierpiących na chorobę Hodgkina, wyraźnie skonfudowany oznajmił, że w takim razie te slajdy nie mogą przedstawiać raka.

Ta reakcja obnaża jego burzliwą historię jako wysoko postawionego medycznego polityka. W roku 1907 można było zgłosić się do niego w sprawie drobnoustroju wywołującego raka i spotkano by się z jego strony z uznaniem. Czy to nie dr Ewing był tym, który stwierdził swego czasu, że gruźlica podąża za rakiem Hodgkina "niczym cień"?

Pisząc kilka lat później książkę Neoplastic Diseases (Choroby nowotworowe), dr Ewing wbił sztylet w serce infekcyjnej przyczyny raka i stał się ambitnym fanatykiem terapii radiacyjnej, obejmując zarządzanie tym, co po pewnym czasie stało się Memorial Sloan-Kettering Cancer Center, słynnym nowojorskim szpitalem i ośrodkiem badawczym raka. Jego kariera spoczywała w rękach prominentnego filantropa Jamesa Douglasa, który wiedział, że popieranie dr Ewinga oznacza kontynuację terapii radiacyjnej, i czym prędzej przystąpił do wydobywania uranu w swoich kopalniach w Kolorado przez swoją firmę Phelps Dodge, Inc.

Wkrótce poprzednik Memorial Sloan-Kettering Cancer Center stał się znany jako szpital rodowy, który z instytucji, w której pacjenci chorzy na raka stanowili niespełna 15 procent - oddzieleni od siebie przepierzeniami, aby zapobiec przenoszeniu się choroby na inne osoby - przekształcił się w prawdziwy ośrodek leczenia raka. W tym samym czasie historia napromieniowywania ujawniła swoje niedoskonałości: na początku lat 1900. udokumentowano blisko 100 przykładów białaczki u osób poddanych napromieniowywaniu, a niedługo potem okazało się, że w wyniku wystawienia na promieniowanie radu na raka zapadło około 100 radiologów. Mimo to, dr Ewing, w owym czasie już honorowy członek Amerykańskiego Towarzystwa Radowego (American Radium Society), przetrwał.

Dr Elise L'Esperance była osamotniona w łączeniu choroby Hidgkina z drobnoustrojem wywołującym ptasią gruźlicę. Historycznie rzecz biorąc, już sam dr Carl Sternberg, współodkrywca znaku firmowego choroby Hodgkina - komórki Reeda-Sternberga - uważał, że ta choroba była wywoływana przez drobnoustroje wywołujące gruźlicę. Zarówno Freankel, jak i Much, podobnie jak dr L'Esperance, uważali, że choroba Hodgkina jest wywoływana przez dziwną formę gruźlicy, tak zwaną ptasią gruźlicę, i rozprawiali nad infekcyjną przyczyną choroby Hodgkina, najczęściej dyskutowanym ze wszystkich raków.

Dr L'Esperance wkroczyła na tę arenę w roku 1931 i kilka razy na niej wystąpiła. Magazyn Annals of Surgery(Annały chirurgii) opublikował jej artykuł "Studies in Hodgkin's Disease" ("Badania choroby Hodgkina"), którego nie mógł podważyć nawet sam Ewing (który zmarł wkrótce po zdiagnozowaniu u siebie raka).

Dr Virginia Livingstone i prawdziwa przyczyna raka

Nasze kultury [raka] były wielokrotnie sprawdzane. Szczepy były wysyłane do wielu laboratoriów w celu ich identyfikacji. Żadne z nich nie potrafiło ich jednoznacznie sklasyfikować. Były czymś nieznanym. Miały wiele form, ale zawsze wyrastały i stawały się tym samym, bez względu na to, jak prowadzona była kultura. Najbardziej przypominały prątki Tubercle bacillus [prątek gruźlicy] jest prątkiem albo pałeczką grzybiastą.

Dr Virginia Livingston, 1972

Dr Virginia Wuerthele-Caspe Livingston urodziła się w roku 1906 w Meadville w Pensylwanii. Ukończyła Wyższą Szkołę Vassar, po czym doktoryzowała się na Uniwersytecie Nowojorskim. Dr Livingston była pierwszą kobietą lekarzem w Nowym Jorku i po pewnym czasie została lekarzem szkolnym w Newark w New Jersey, gdzie pewnego dnia pielęgniarka szkolna poprosiła ją o medyczną poradę.

U pielęgniarki stwierdzono już wcześniej zespół Raynauda, który polegał na tym, że koniuszki jej palców były owrzodzone i od czasu do czasu krwawiły. Dr Livingston zdiagnozowała twardzinę skóry, ale po dokładniejszym zbadaniu pielęgniarki dostrzegła w przegrodzie chrząstkowej jej nosa otwór, jaki widziała wcześniej w przypadkach chorób wywołanych przez prątki (gruźlicy) i prątki trądu. Dr Livingston udała się na konsultację do dermatolog dr Evy Brodkin i patologa z New Jersey, dr Roya Allena, przekonana, że przyczyną owej infekcji skóry była infekcja prątkami. Następnie wyhodowała kultury ze sterylnego wymazu z nosa i okazało się, że wszędzie występują prątki. Kiedy wstrzyknęła je eksperymentalnym kurczakom i świnkom morskim, wszystkie zdechły, z wyjątkiem dwóch. W trakcie sekcji zdechłych zwierząt dr Livingston zauważyła, że u świnek morskich wykształciły się płaty twardej skóry typowe dla twardziny skóry... z których część miała rakowaty charakter.

W odpowiedzi na swoją prośbę dr Livingston otrzymała świeże, sterylne próbki raka ze wszystkich sal operacyjnych, które je jej zaoferowały. Wszystkie rakowate tkanki wytworzyły takie same, odporne na odbarwianie przez kwas, prątki.

Dr Allen potwierdził jej wyniki. Następnie dr Livingston odkryła, że na podstawie zawartości w nich gruxźiczych prątków potrafi odróżnić tkanki złośliwe od łagodnych, jednakże wciąż nie wiedziała, dlaczego drobnoustrój wywołujący raka tworzy tak dużo różnych form.

Mimo usilnych starań dr Livingston miała trudności z uzyskaniem uznania dla swojego wielopostaciowego drobnoustroju powodującego raka. Owa niechęć do jej odkrycia tkwiła korzeniami w historii medycyny, zwłaszcza w ciągle zmieniającej się mikrobiologii. Louis Pateur mógł przełknąć szybkie zejście z podium z Paryskiej Akademii Nauk w celu uniknięcia ostrej reakcji na jego sugestię mówiącą, że mleko dla dzieci powinno być przed piciem gotowane, ale nie mógł tolerować swojego rywala Antoine'a Bechampa, który oświadczył, że pojedyncza bakteria może przyjmować wiele form. Będąc już na łożu śmierci, zmienił jednak zdanie i oświadczył: "Teren jest wszystkim" - dając w ten sposób do zrozumienia, że kultura lub środowisko, w których rośnie bakteria, może zmienić jej kształt lub charakterystyczne cechy. Było już jednak za późno i w rezultacie najbardziej konserwatywni mikrobiolodzy do dziś zaprzeczają istnieniu takich zmieniających formę (wielopostaciowych, polimorficznych) mikroorganizmów.

 

 

 

Dr Robert Koch, "ojciec bakteriologii" i odkrywca bakterii gruźlicy, mógł jednak pomóc. Kiedy po raz pierwszy pracował nad bakteriami wąglika, zauważył, że we krwi laboratoryjnych myszy ich klasyczny kształt pałeczki zmienia się w nitkowaty, po czym po rozmnożeniu przeobraża się w coś, co jest uważane za zarodniki (przetrwalniki bakteryjne), których istnienie w przypadku gruźlicy sam później udokumentował.

Świadoma tego, co wiedziała, i nie zrażona brakiem uznania Livingston metodycznie dowodziła prawdziwej przyczyny raka. Pierwszymi na jej celowniku znalazły się od dawna podejrzane i szeroko rozpropagowane czynniki guzów Rousa, Bittnera i Shipe'a. Wykorzystując mikrofotografie, dr Livingston i jej zespół wykazali obecność odpornych na odbarwianie przez kwas prątkowych form w każdym z tak zwanych "wirusowych" guzów, między innymi w słynnym kurzym mięsaku (sarkomie) Rousa.

Dr Livingston stosunkowo wcześnie stwierdziła, że potrzebuje pomocy w celu potwierdzenia swojego zarazka raka i nikt nie znał lepiej kształtów i sposobów barwienia pokrewnych prątkom zarazków od bakteriolożki dr Eleanor Alexander-Jackson z Uniwersytetu Cornella. Dr Aleksandr Jackson już w roku 1928 odkryła niezwykłe i do tamtego momentu nie rozpoznane formy prątka gruźlicy, w tym jego formy filtracyjne.

W roku 1951 dr Alexander-Jackson była traktowana na Uniwersytecie Cornella jako największy ekspert od gruźlicy. W tym samym roku inny Amerykanin, dr H.C. Sweany, zaproponował, aby uznać, że zarówno ziarniste, jak i pozostałe formy gruźlicy, które przeszły przez filtr, są przyczyną raka Hodgkina. Pogląd ten został następnie podtrzymany przez Beinhauera, Mellona i Fishera. Mellon proroczo ostrzegł, że gruźlica może przybierać, zarówno swoją charakterystyczną czerwoną, oporną na odbarwianie przez kwa , formę, jak i niebieską, nie odporną na odbarwianie przez kwas postać, nie do odróżnienia od pospolitych mikrobów, takich jak gronkowce, grzyby i maczugowcem i że będzie to z pewnością wprawiać w konsternację współczesnych mikrobiologów.

Kiedy włodarze amerykańskiej medycyny postanowili zignorować te badania, dr Aleksander-Jackson ostrzegła, że tak zwane lekarstwo na gruźlicę może być bardzo krótkotrwałe, jako że klasyczne pałeczki gruźlicy naonczas "zeszły pod ziemię" w postaci formy opornej na odbarwianie przez kwas, i że pewnego dnia mogą znowu wypłynąć na powierzchnię i rozpocząć destrukcję. Medyczna ortodoksja nie miała czasu dla dr Aleksander-Jackson i jej odkryć, ale to ją niewiele obchodziło, ponieważ była zajęta gruźlicą i jej kuzynem, trądem. Kiedy jednak zajęła się wywołującym raka drobnoustrojem dr Livingston, ortodoksja podjęła kroki mające na celu jej zniszczenie, gdyż zaczęła w tym momencie stanowić zbyt duże zagrożenie.

Ostateczne uznanie(US Public 

W grudniu roku 1950 dr Livingston, która do końca swojej kariery napisała ponad 17 recenzowanych artykułów, napisała wspólnie z dr Aleksander-Jackson i czterema innymi wybitnymi naukowcami coś, co do dziś stanowi kamień milowy w sprawie infekcyjnej natury raka.

W roku 1953 na konwencji Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego (American Medical Association), która odbyła się w Nowym Jorku, uwagę jej uczestników przykuł żywy eksponat drobnoustroju wywołującego raka zaprezentowany przez dr Livingston. Przedstawione na ekranie telewizyjnym zarazki raka zdawały się być niezniszczalne, przetrzymując pięciodniowe, niemożliwe do wytrzymania, podgrzewanie pod mikroskopem. Zakneblowanej przez ówczesnego szefa Memorial Sloan-Kettering Cancer Center, dra Corneliusa Rhoadsa, prasie nie pozwolono przeprowadzić wywiadu z dr Livingston ani opisać jej eksponatu.

W miarę jak badania dr Livingston i dr Aleksander-Jackson nad drobnoustrojem powodującym raka stawały się coraz bardziej przekonywujące, ich przeciwnicy stawali się coraz głośniejsi.

Uznanie przyciągnęło z kolei ciekawskich. Dr George Clark, patolog ze Scranton w Pennsylwanii, oświadczył dr Livingston, że hodował w kulturze słynny drobnoustrój powodujący raka dra Thomasa Glovera pobrany z ludzkiego raka, który wytworzył przerzutowe guzy u zwierząt. Dr Clark zapewnił dr Livingston, że dr Glover zajmował się tym samym patogenem, co ona.

Przeciwrakowe serum dra Glovera

Dr Clark znał dra Glovera jako członka zespołu badawczego Publicznej Służby Zdrowia USA (US Public Health Service; w skrócie USPHS), którą w roku 1929 kierował dr George W. McCoy. Dr Glover stał się zbyt znany, aby można było go zignorować. Jego serum raka działało. Stawka była wysoka. Kraj był już przywiązany do idei, że rak w żadnym wypadku nie może być chorobą zakaźną, tymczasem dr Glover oświadczył, że już wyizolował mikroba powodującego raka. Gwoli ścisłości, to nie on go wyizolował, ale, jak twierdzili niektórzy, młody, żujący tytoń asystent dra Glovera, Thomas Deaken.

Deaken przetarł sobie drogę do nowojorskiego systemu szpitalnictwa i ochrony zdrowia startując z pozycji asystenta laboranta. Bez żadnego formalnego medycznego bądź naukowego wykształcenia przyswoił sobie protokół laboratoryjny i, co wręcz niezwykłe, opracował opartą na geranium pożywkę, na której udało mu się wyhodować oporną na odbarwianie przez kwas guzkową bakterię, którą wszczepił myszom i psom, co wytworzyło u tych zwierząt raka z przerzutami.

Wstrzykując gdzieś pomiędzy rokiem 1917 i 1918 koniom drobnoustrój powodujący ludzkiego raka, Deaken wyprodukował specyficzne przeciwrakowe serum. Co więcej, to serum działało, zarówno zapobiegawczo, jak i jako kuracja przeciw rakowi wywołanemu u zwierząt laboratoryjnych. Deaken doszedł w tym momencie do miejsca, w którym potrzebował kogoś, kto by uwiarygodnił jego pracę. Pomocy w tym zakresie udzielił mu dr Thomas J. Glover z Toronto w Kanadzie.

Dostrzeżenie doniosłości prac Deakena na zawsze pozostanie wielką zasługą dra Glovera. Bardzo szybko podpisano kontrakt i przystąpiono do jego realizacji. Dr Glover wrócił do Toronto, aby otworzyć tam klinikę leczenia raka. Serum działało w wielu, ale nie we wszystkich, przypadkach. Wraz ze wzrostem uznania dla dra Glovera wśród włodarzy kanadyjskiej medycyny rosło zainteresowanie jego osobą. Skierowano do niego sądowe wezwanie, na mocy którego miał w ciągu 21 dni dostarczyć pełny opis swojej metody leczenia. Dr Glover odmówił jednak współpracy i popadł w kłopoty, i wkrótce potem musiał opuścić Kanadę.

W roku 1926 opublikował w USA swoją pracę "Progress in Cancer Research" ("Postęp w badaniach raka"). Przedstawił w niej ponad 50 przypadków, w większości których pod wpływem działania jego serum nastąpiła remisja. Przysporzył mu to dodatkowo złej sławy, zarówno w Ameryce, jak i za granicą.

W roku 1929 dr George Clark, przyjaciel dr Livingston, przyłączył się do dra McCoya, ówczesnego szefa Laboratorium Higieny USPHS. Ich celem było laboratorium dra Glovera mieszczące się teraz w nowojorskiej Fundacji Murdocka. W sprawie dra Murdocka. W sprawie dra Glovera prowadzono dochodzenie i dr McCoy chciał, aby powtórzył on swoje badania pod nadzorem Służby Zdrowia w Waszyngtonie. Dr Glover przyjął tę propozycję i razem ze swoim zespołem udał się do stolicy, aby udowodnić swoje racje pod auspicjami instytucji, która stała się później Krajowym Instytutem Zdrowia (National Institute of Health).

Badacz dr McCoy był pod wrażeniem pracy dra Glovera i zamiast go nękać w roku 1937 wystosował do naczelnego lekarza USA, dra Thomasa Parrana, pismo, w którym z uznaniem opisuje doniosłość konkluzji dra Glovera w sprawie raka. Niedługo potem dr McCoy został nagle i w zagadkowych okolicznościach zastąpiony przez dra R.H. Thompsona.

Dr Parran, wytwór ortodoksyjnej medycyny, miał określony program. Zastanawiał się, czy ogłosić ukończony już waszyngtoński raport dra Glovera i ostatecznie, mimo aprobaty komitetu postanowił go nie ujawniać. Doprowadziło to dra Glovera do wściekłości i sprawiło, że odszedł z Waszyngtonu, aby móc opublikować go niezależnie.

W międzyczasie serum dra Glovera, które pomogło i ocaliło wielu ludzi, poddane zostało pobieżnym badaniom na zwierzętach i ocenie, bez prób klinicznych, a następnie potępione przez agencje rządowe. Dr Glover wrócił po tym wszystkim do Kanady, ale nie chciał odpowiadać na pytania dotyczące tego, co stało się w Ameryce.

Koncentracja uwagi na raku piersi

W tym czasie dr Virginia Livingston zajęła się rakiem piersi. Miała 30 sterylnych rakowatych piersi dostarczonych z sal operacyjnych do jej laboratorium, z których wyizolowała tkanki raka. Po przekazaniu jej tkanek pobranych spod pach, również z nich wycięła rakowate części. Dr Livingston i dr Aleksander-Jackson znalazły mikroba powodującego raka wszędzie, nawet w tych próbkach podramieniowych gruczołów, co do których orzeczenie patologów było negatywne.

Tymczasem w Sloan nastąpiła zmiana warty i na stanowisku dra Ewinga zasiadł mistrz toksycznej chemioterapii, dr Cornelius Rhoads. Będąc szefem wojny chemicznej, w czasie wojny koreańskiej, dr Rhoads był głęboko przekonany do chemioterapii, co przyniosło mu ogromne dotacje ze strony przemysłu farmaceutycznego.

Mało kto wie, że chemioterapia, w skrócie "chemia", stosowana jako narzędzie w walce z rakiem rozpoczęła swoją karierę jako broń masowej zagłady. Kiedy pod koniec II wojny światowej upadły państwa Osi, do medycznych badań jako kandydat na środek przeciwrakowy jako pierwszy trafił iperyt (gaz musztardowy).

Początkowo przeznaczono go do leczenia przypadków mięsaka limfatycznego u myszy, ale wkrótce doszło również do badań na ludziach obejmujących także przyrządzanie i testowanie nowych wersji tego gazu. Pojawiły się też inne podobne klasy chemioterapeutycznych preparatów, jak również następstwa ich stosowania. Większość z nich była potencjalnie zdolna do wywołania dodatkowego, zupełnie innego rodzaju raka. Nawet zsyntetyzowany po raz pierwszy w roku 1962 tamoxifen stosowany w leczeniu raka piersi zwiększa od dwóch do trzech razy ryzyko wystąpienia raka wyściółki (śluzówki) macicy w niektórych przypadkach o złym rokowaniu.

Mimo to dr Rhoads pozostał zagorzałym zwolennikiem tej terapii i jednocześnie przygotował całą serię "blokad" w celu powstrzymania dr Livingston. W roku 1950 uniemożliwił jej prezentację pracy o drobnoustroju wywołującym raka na sympozjum w Nowojorksiej Akademii Nauk, dyskredytując dr Irenę Diller, sponsora sympozjum, główną redaktorkę szanowanego magazynu Growth i wybitną badaczkę raka. Dr Diller, podobnie jak wielu innych, przyjęła w pewnym momencie dar od pewnego farmaceutycznego towarzystwa.

Dr Livingston natknęła się na dr Diller w artykule opublikowanym przez magazyn Life, który opowiadał o badaczce raka z Filadelfii obserwującej dziwne włókna sterczące z komórek raka przypominające grzyba. Dr Livingston i dr Aleksander-Jackson przekonały dr Diller, że jej grzybicze formy były częścią mikroba i że w jego identyfikacji istotna jest jego oporność na odbarwianie kwasem.

Zachwyt dr Aleksander-Jackson w sprawie ich ustaleń w sprawie zakaźnego raka piersi skończył się, kiedy od swojego prywatnego lekarza, dra Franka Adaira, dowiedziała się, że ma raka piersi. Za jego radą zdecydowała się na radykalną mastektomię, którą wykonano w Ośrodku Sloan-Kettering.

 

 

Oczekując z niecierpliwością na wynik, dr Livingston usłyszała swoje nazwisko w interkomie ośrodka wiszącym nad jej głową. Dr Rhoads chciał rozmawiać z nią w sprawie trwającej właśnie operacji dr Aleksander-Jackson. Sprawa była pilna. Dr Aleksander-Jackson była jeszcze na sali operacyjnej. W gabinecie dra Rhoadsa spotkali się dwaj adwersarze. O dziwo, dr Rhoads poprosił dr Livingston o pozwolenie poszukania rakowatego węzła limfatycznego głęboko w piersi dr Aleksander-Jackson. Dr Livingston ostro się sprzeciwiła.

Najwyraźniej radykalna mastektomia nie wystarczyła. Chciał uzyskać zgodę na wypróbowanie nowej techniki chirurgicznej w celu odszukania głębokiego węzła w klatce piersiowej. Dr Livingston miała tego dosyć. Myśl o okrutnej, oszpecającej procedurze doprowadzała ją do mdłości. - Nigdy w życiu! - krzyknęła i wyszła.

O tym, jak bakterie wywołują raka

W roku 1965 dr Edith Mankiewicz, dyrektorka laboratorium Montrealskiego Królewskiego Szpitala im. Edwarda Chesta i profesor nadzwyczajny bakteriologii na Uniwesytecie McGilla, badając tkanki raka, udowodniła istnienie w nich drobnoustrojów podobnych do prątków. W bibliografii jednej z jej doniosłych prac znajduje się przepis odwołujący się do jej osobistej korespondencji z dr Eleanor Aleksander-Jackson.

Jeden z raków w wyszklonym oku dr Mankiewicz okazał się rakiem płuc. Raka płuc, czyli raka oskrzelopochodnego, rozpoznano po raz pierwszy w XIX wieku, kiedy był jeszcze praktycznie nieznany, podczas gdy prątkowa choroba płuc, głównie gruźlica, była tak powszechna, że nazywano ją "białą plagą", a w pewnych kręgach "kapitanem śmierci mężczyzn".

W połowie XVII wieku powodem jednego na pięć zgonów była gruźlica, zaś pod koniec XIX wieku pojawiły się obawy, że ta choroba zniszczy tkankę europejskiej cywilizacji.

Odróżnienie gruźlicy od nowo odkrytego oskrzelopodobnego raka było bardzo trudne i dopiero po operacjach przypadków błędnie zdiagnozowanych jako rak płuc doceniono korzyści wynikające z chirurgicznej resekcji gruźlicy.

Dr Mankiewicz nie tylko wykazała obecność drobnoustroju wywołującego raka w tkance pobranej ze złośliwego nowotworu, ale również w przekonywujący sposób zademonstrowała, jak przypuszczalnie ewoluował on z pałeczek gruźlicy i pokrewnych mikroorganizmów, kiedy pewne wirusowe bakteriofagi, które w nich bytowały, przeskoczyły na zarazki, dostarczając im genetycznego materiału, który zmienił ich zjadliwość i uodpornił na leki.

Pod jej mikroskopem widać było obrazy ukazujące, jak mikrob powodujący raka wyłania się z drobnoustroju przypominającego pałeczkę gruźlicy, aby wytworzyć przednowotworową zmianę w tkance ssaka.

W roku 1970 dr Sakai Inoue z Maebashi w Japonii i dr Marcus Singer z biologicznego ośrodka Uniwersytetu Case Western Reserve ukończyli bardzo przekonywujące badania pokazujące na przykładzie pałeczki przypominającej tę, która wywołuje gruźlicę, w jaki sposób bakterie powodują nowotwory.

Wsparci dotacjami Amerykańskiego Towarzystwa Raka (American Cancer Society) oraz Krajowych Instytutów Zdrowia (National Institutes of Health) wykorzystywali w swoich badaniach zimnokrwiste zwierzęta, a konkretnie traszki, salamandry i żaby. Podobne badania wykazały ich stosowalność do myszy i ludzi.

Według dra Inoue'a i dra Singera:

Opisany tu organizm przypominający prątka wyizolowano z guzów i krwi ssaków, w tym człowieka, i hodowano w kulturze, a kiedy został wstrzyknięty myszom i świnkom morskim, okazało się, że wywołuje u nich chroniczną chorobę ziarniniakową, nowotwory (złośliwe) lub formy pośrednie.

 

Już wiosną 1953 roku dr Sakai Inoue zauważył dorosłą salamandrę z twardą masą w żołądku, którą zeń usunął. Masa okazała się złośliwym nowotworem, której tkanki wstrzyknął zdrowym zwierzętom. I znowu wytworzył się rak. W rezultacie prac, które potem nastąpiły, dr Inoue i dr Singer ustalili na podstawie elektronowych mikrofotografii, że w ten proces zamieszana była kwasoodporna bakteria - prątek.. Dr Inoue wstrzyknął trzy inne typy prątków zdrowym zwierzętom i u nich wszystkich wytworzył się rak - coś, co nie powstało, kiedy używano innych zarazków, takich jak gronkowce lub paciorkowce. Co zdumiewające, dr Inoue i dr Singer odnotowali nawet regresję niektórych raków, szczególnie gdy do ich zainicjowania stosowali bardzo rozcieńczone roztwory z drobnoustrojami. Co więcej, ponieważ raki powstające pod wpływem działania "kancerogenów" były strukturalnie identyczne z rakami wywołanymi przez prątki, badacze ci zasugerowali, że takie "kancerogeny" mogą być po prostu czynnikami aktywizującymi już wcześniej zaistniałą infekcję. Bakteriofagi bytujące wewnątrz pałeczki są wirusami, o których wiadomo, że zostają zaktywizowane przez kancerogeny, takie jak na przykład promieniowanie UV i chemikalia. Dr Mankiewicz pięć lat wcześniej wykazała, że te bakteriofagi mogą powodować po ich uaktywnieniu zmiany przedrakowe w tkankach ssaków.

Badania dra Inoue'a i dra Singera powinny ostatecznie przekonać przeciwników dr Livingston do prawdziwości jej wyników i do tego, że nie pomyliła ona substancji zanieczyszczających, takich jak gronkowce lub paciorkowce, z zarazkiem raka... ale tak się nie stało.

Polityka w sprawie raka

Na początku roku 1951 wszyscy wiedzieli, że Fundacja Raka Black-Stevenson zamierzała przyznać dwa ogromne stypendia w wysokości 750 000 dolarów na badania raka i że pierwsze z nich będzie przyznane grupie dr Virginii Livingstone ze Szpitala Prezbiteriańskiego w Newark w stanie New Jersey, natomiast drugie kierowanemu przez Corneliusa Rhoadsa Nowojorskiemu Szpitalowi Raka, który w roku 1960 zmienił nazwę na Memorial Sloan-Kettering Cancer Center. Po podjęciu decyzji w tej sprawie powiernictwo pozostawiło przydział pieniędzy prawnikowi z Newark, Charlesowi R. Hardinowi. W sprawę tę wtrąciło się jednak przeznaczenie. Dr Livingston napisała:

Hardin, prawnik odpowiedzialny za przydział dotacji, zachorował wkrótce na raka i kiedy dogorywał w Memorial Sloan-Kettering Cancer Center, Rhoads namówił go tuż przed śmiercią do podpisania upoważnienia dającego mu prawo decydowania, na co mogą być wydane pieniądze przyznane Szpitalowi Prezbiteriańskiemu. Jego zamiarem było powstrzymanie finansowania dalszych badań infekcyjnych przyczyn raka.

Jednak Rhoads jeszcze z nią nie skończył... W roku 1953 znana już na świecie dr Livngston zabrała swojego mikroba powodującego raka i patologa dra George'a Clarka na VI Międzynarodowy Kongres Mikrobiologii w Rzymie. Za podróż zapłaciła firma jej męża, która była konsultantem brytyjskiego przemysłu. W Rzymie dr Livingston spotkała mikrobiolożkę dr Emmy Klieneberger-Nobel z Instytutu Listera w Londynie, która była pionierem w odkrywaniu bakterii pozbawionych błon komórkowych, których brak umożliwiał im przybieranie różnych form. Ze względu na szacunek do instytutu, w którym pracowała, nazwała je "formami L". Jej badania obejmowały również bakterie z naruszonymi ścianami komórkowymi. W każdym przypadku drobnoustroje określone jako "pozbawione błon komórkowych" przyjmowały wiele form, to znaczy były wielopostaciowe, polimorficzne. Dr Livingston z miejsca zauważyła, że praca dr Klieneberger-Nobel wyjaśnia znaczną część nieporozumień związanych z jej wielopostaciowym drobnoustrojem powodującym raka.

Korzystając z wyjazdu na rzymski kongres mikrobiologów, dr Livingston złożyła wizytę drowi Wilhelmowi von Brehmerowi we Frankfurcie. Jego od dawna uznawane w Europie techniki szczepień były obecnie zaaprobowane przez niemiecki rząd. W połowie lat 1930. toczył się spór z nazistowskim medycznym establishmentem, który sięgnął samej góry. Dr von Brehmer był ostro krytykowany za głoszenie poglądu, że rak jest chorobą zakaźną, i ostatecznie ten spór oparł się o samego Hitlera, który zdziwiony i zarazem zainteresowany nim zarządził w roku 1936 na konferencji partyjnej w Norymberdze dochodzenie w tej sprawie. Powołany do wyjaśnienia tej sprawy komitet wypowiedział się ostatecznie bardzo krytycznie na temat poglądów dra von Brehmera. Mimo to nie wzruszony tym werdyktem dr von Brehmer zdołał utrzymać swój wręcz legendarny status.

Rzymski kongres przyciągnął kilka znaczących nazwisk, w tym laureatów nagrody Nobla, sir Alexandra Fleminga i dra Selmana Waksmana. Kiedy dr Virginia Livingston wróciła do USA, kongres ten został rozreklamowany przez kilka agencji prasowych, poczynając od dzienników New York Times i Washington Post. Wkrótce za ich przykładem poszły inne gazety. Chodziło o to, że odkryto drobnoustrój powodujący raka. Reakcja przeciwników była bardzo szybka. Natychmiast po opuszczeniu narady kierownictwa w Nowojorskiej Akademii Medycyny jej prezes dr Lago Gladston zorganizował coś w rodzaju własnej konferencji prasowej, na której oświadczył:

To stara historia, która nie wytrzymała krytyki dochodzenia. Mikroorganizmy znalezione w złośliwych guzach okazały się wtórnymi najeźdźcami, a nie pierwotnymi, które wywołały złośliwość.

Kiedy dr Livingston wróciła do Newark, jej szef dr James Allison zakomunikował jej złą wiadomość. Ponieważ stracili dotację Fundacji Raka Black-Stevenson, chciał, aby zakończyła badania w Szpitalu Prezbiteriańskim i wróciła do kampusu Uniwersytetu Rutgers w odległym New Brunswicku. Dodał ponadto, że z powodu konieczności wdrożenia oszczędności odejść będzie musiała także jej bliska przyjaciółka dr Eleanor Aleksander-Jackson. Wstrząśnięta tą wiadomością dr Livingston postanowiła całkowicie zerwać z Uniwersytetem Rutgers.

Tuż po powrocie z Europy IRS (Internal Revenue Service - Urząd Podatkowy USA) zaczął nękać męża dr Livingston, żądając wyjaśnienia, skąd wzięli pieniądze na podróż do Europy. Ktoś doniósł, że pieniądze pochodziły z dotacji przydzielonych jego żonie. Oskarżenie nie potwierdziło się i dr Livingston i jej mąż zażądali ujawnienia informatora IRS. Według dr Livingston urzędnik IRS odpowiedział, że to był "ktoś wysoko postawiony w establishmencie raka z Nowego Jorku".

Związek z rakiem roślin

W roku 1925 Charles Mayo z Kliniki Mayo zainteresował się odkryciem raka roślin zwanego crown gall (bakteryjna choroba roślin tworząca narośla na łodygach blisko ziemi - przyp. red) dokonanym przez Erwina Frinka Smitha i swoimi pracami, dr Livingston i dr Alexander-Jackson udały się do Ogrodów Botanicznych Bronx, aby poprosić o kultury Bacterium tumefaciens, drobnoustroju raka roślin odkrytego przez Smitha. To nie przypadek doprowadził dr Livingston do prac Smitha. Smith barwił odkryty przez siebie drobnoustrój fuksyną, którą od dawna stosowano do wykrywania prątków gruźlicy. Co więcej, bakteria Smitha miała podobnie jak mikrob dr Livingston wiele kształtów. Smith natknął się na Bacterium tumefaciens w roku 1904, kiedy z New Jesey otrzymał stokrotki z naroślami, które na pierwszy rzut przypominały gruźlicę oliwek, ale okazały się rakiem roślin.

Smith od dawna podejrzewał, że przyczyną ludzkiego raka jest bakteria, i krytykował patologów za kreślenie...

...zbyt ostrych granic pomiędzy guzami złośliwymi z jednej strony, w których komórki zwierzęcego lub ludzkiego żywiciela powodują pod wpływem nieznanego bodźca wzrost złośliwych guzów, a guzami łagodnymi z drugiej strony, takimi jak gruźlica i promienica, gdzie widoczny mikrob jest odpowiedzialny za powstanie pierwotnego guza a jego bezpośrednie migracje za wszelkie guzy wtórne, jakie mogą się pojawić.

Smith dochodzi dalej do następującego wniosku:

Koniec końców uważam, że rozróżnienie pomiędzy taką chorobą, jak na przykład gruźlica i trąd, a złośliwymi guzami nie jest tak ostre, jak niektórzy histolodzy są skłonni sądzić.

Można powiedzieć, że w pewnym momencie cała społeczność medyczna i naukowa zafascynowała się odkryciem przez Erwina Frinka Smitha bakterii powodującej raka roślin. O Smisie dwukrotnie ukazała się pełna szacunku wzmianka w magazynie Journal of the American Medical Association. W artykule redakcyjnym zamieszczonym w numerze z 10 sierpnia 1912 roku zatytułowanym "Is Cancer of Infectious Nature?" ("Czy rak ma charakter zakaźny?") czytamy, że praca Smitha przyczyniła się do "bardzo silnego wsparcia jego poglądu o, ogólnie rzecz biorąc, zakaźnej przyczynie raka".

W roku 1921 Margaret Lewis należąca do sieci dr Livingston zgłosiła się do Smitha w związku z planowanym wstrzyknięciem swoim kurom Bacterium tumefaciens. W wyniku swoich badań Lewis uzyskała za pomocą tej bakterii rakowatego mięsaka z embionów kur.

31 stycznia 1925 roku uwagę Smitha zwróciło angielskie streszczenie zamieszczone w szanowanym niemieckim magazynie Klinische Wochenschrift autorstwa onkologa dra Ferdinanda Blumenthala. Blumenthal i jego asystenci Meyer i Auler wykazali, że ludzki rak zawiera w sobie mikroorganizm bardzo przypominający Bacterium tumefaciens, który wywoływał złośliwe guzy z przerzutami, zarówno u roślin, jak i zwierząt.

Paula Meyer pracowała z Friedlanderem nad mikroorganizmem ludzkiego raka od roku 1923. Odkryła bakterię wewnątrz raka piersi, którą nazwała "PM" (od Paula Meyer). Odkryła również blisko spokrewnione z nią szczepy pochodzące z 15 innych ludzkich raków. Smith zbadał barwione slajdy mikroorganizmu powodującego raka wykrytego przez Meyer w ludzkich piersiach i okazało się, że przypomina on bardzo Bacterium tumefaciens. Drobnoustroje Pauli Meyer były występującymi pojedynczo lub w parze krótkimi pałeczkami i barwiły się tą samą fuksyną, której używał Smith.

Co więcej, kiedy Blumenthal i Meyer wszczepili swój drobnoustrój ludzkiego raka roślinom, ich guzy wyglądały dokładnie tak samo jak crown gall. To, że PM może wywołać roślinnego raka, nie ulegało dla Erwina Frinka Smitha żadnym wątpliwościom. Nie mogła to być jednak sama Bacterium tumefaciens, ponieważ żaden z jej szczepów, które testował, nie rozwinął się w temperaturze ciała zwierząt ciepłokrwistych. Jego konkluzja brzmi: ludzki rak jest prawdopodobnie wynikiem działania jakiegoś innego mikroba, przypuszczalnie prątka, który przejawia podobne chemiczne działania jak Bacterium tumefaciens.

 

 

Badania dr Seibert

Jedyny raz, kiedy ciesząca się dużym autorytetem dr Florence Seibert, pracując jeszcze na Uniwersytecie Yale, rozwiązała na początku lat 1920. zagadkę licznych przypadków gorączki będącej następstwem stosowania do iniekcji destylowanej wody, której przyczyną były, jak sądzono, pirogeny (czynniki gorączkotwórcze). Szybko udowodniła, że rzeczywistą przyczyną były skażenia bakteriami. W roku 1923 przeniosła się na Uniwersytet Chicagowski, gdzie odbyła studia doktoranckie. Dr Esmond Long poprosił ją o pozostanie tam w celu opracowania skórnego testu do wykrywania gruźlicy. Dr Long zasugerował jej udanie się do Europy w celu poznania stosowanych tam technik. W paryskim Instytucie Pasteura wymieniła poglądy z drami Alfredem Boquetem, Albertem Calmette'em i Camille'em Guerinem, naukowcami, którzy dali światu jedyną uznaną szczepionkę przeciwko gruźlicy zwaną BCG (Bacillus Calmette-Guerin). Dr Seibert wróciła do USA i kiedy Long opuścił Chicago, aby kierować laboratorium w Instytucie im. Henry'ego Philippsa w Filadelfii, udała się tam razem z nim.

W roku 1903 Henry Phipps, bogaty partner w interesach przemysłowca Andrew Carnegiego, szukał dobroczynnego ujścia dla swoich bogactw. Później przyłączył się do doktora medycyny Lawrence'a F. Flicka, który wpadł na pomysł otwarcia ośrodka poświęconego badaniu, leczeniu i zapobieganiu gruźlicy.

Pracując w oparciu o dotacje Krajowego Towarzystwa Gruźlicy dr Seibert poproszono o kontynuowanie prac w Instytucie im. Henry'ego Philipsa nad testem skórnym przy wykorzystaniu oryginalnej tuberkuliny Kocha (OT). Na początku lat 1940. dr Seibert oczyściła i odpowiednio przygotowała proteinę stosowaną w swoim skórnym teście TB, który nazwała PPD-S, ponieważ była to oczyszczona proteina pochodna (purified protein derivative; w skrócie PPD) przeznaczona do pełnienia roli standardu (S) rządu Stanów Zjednoczonych, którym ostatecznie się stała.

Po trzydziestu latach badań gruźlicy dr Seibert skierowała swoją uwagę na raka. W roku 1948 Margaret Lewis z Instytutu Wistar w Filadelfii poprosiła ją o przeprowadzenie analizy kwasu nukleinowego ekstraktów z guzów szczurów z Wistar. Dr Seibert podjęła się tego zadania.

Później dr Irene Diller, która nawiązała ścisły kontakt z dr Livingston, poprosiła dr Seibert, by przyjrzała się jej slajdom przedstawiającym mikroba raka. Dr Seibert tak oto opisała to, co zobaczyła:

Zobaczyłem malutkie, okrągłe, ziarniakowate organizmy, z których wiele było koloru fuksji. Slajdy były barwione odczynnikiem Ziehla-Neelsena, którego używamy zwykle do barwienia naszych turbarcle bacilli na czerwono. Kiedy dowiedziałam się, że wyizolowała je z guzów szczurów i mogła wyizolowywać je regularnie ze wszystkich guzów oraz z krwi pacjentów cierpiących na białaczkę, zapytałam: "Czy mogłabyś poszukać ich w szczurzych guzach-mięsakach, które badam?"

Dr Diller powiedziała, że spróbuje, i Lewis pozwoliła dr Seibert na dostarczenie jej sekcji tkanek. Wkrótce przyszły wyniki. Pojawił się ten sam drobnoustrój wywołujący raka. Dr Seibert z miejsca zorientowała się, co to oznacza:

Wyglądało to na coś bardzo ważnego dla mnie i od tego momentu pragnęłam zrobić wszystko, co tylko mogłam, aby pomóc na tym obiecującym polu. Pomagaliśmy badając immunologiczne zależności z naszym tubercle bacilli, jak również z "atypową" bakterią blisko spokrewnioną z naszą tubercle bacilli.

Dr Seibert była pod dużym wrażeniem tego, jak dr Diller, naśladując dr Livingston i dr Aleksander-Jackson, udowodniła przy pomocy postulatów Kocha, że jej drobnoustrój był tym, co wywołuje raka:

To, co chcę powiedzieć, opiera się na jej [dr Diller] pracy. Uważam, że odkryła przyczynę raka, której moim zdaniem nikt nie może obalić, i ta praca powinna być mile przywitana i potwierdzona przez innych badaczy raka. Nie może być ignorowana, nawet ze względu na wielkie zamieszanie, do którego obecnie doszło w sprawie wirusów.

Na początku lat 1960. dr Seibert przyłączyła się do krucjaty dr Livingston, przekazując jej mikroba raka drowi Frankowi Dunbarowi, szefowi laboratoriów w Szpitalu Gruźliczym Południowo-zachodniej Florydy w Tampie. Dr Dunbar stwierdził, że jej wielopostaciowy drobnoustrój nie należy do jego grup znanych "atypowych" prątków, mimo iż ma niektóre ich cechy.

Eksperymentalna medycyna dla mas

Dr Livingston uzyskała w końcu uniwesyteckie afiliackie w San Diego, pracując poza Uniwesytetem San Diego (University of San Diego) z drem Gerhardem Wolterem z pobliskiego Uniwersytetu Stanowego San Diego (San Diego State University). W roku 1970 dr Wolter i dr Livingston odkryli przypominające aktynomycynę związki wytwarzane przez drobnoustrój powodujący raka, z których jeden, aktynomycyna D, był stosowany w leczeniu raka mimo jego toksyczności. Dr Livingston była przerażona, że jej własne odkrycie było wykorzystywane w ten sposób. Ostrzegła, że aktynomycyny nie tylko hamują dojrzewanie komórek i inhibitują reakcje immunologiczne, ale także inhibitują enzymy i powodują obniżenie poziomu hormonów, pobudzając organizm do zwiększenia ich wytwarzania.

Była zdziwiona, że komuś przyszło do głowy użycie niszczycielskiej substancji, takiej jak aktynomycyna D, do leczenia raka. Jeszcze bardziej niepokojący był sposób, w jaki medycyna akademicka reagowała na hormonalne zaburzenia w organizmie wywoływane przez jej mikroba raka.

W roku 1966 Charles Huggins z Uniwersytetu Chicagowskiego udał się do Sztokholmu, aby odebrać Nagrodę Nobla przyznaną mu za określenie wpływu hormonów płciowych na raka z przerzutami. W rezultacie doszło do mody kastrowania ofiar raka. Potem ktoś doszedł do wniosku, że skoro kastracja początkowo pomaga, wszelkie nawroty będą lepiej poddawać się leczeniu, jeśli wytnie się gruczoły nadnercza umieszczone na szczycie każdej nerki. Ponieważ nie dało to rewelacyjnych wyników, opracowano nową procedurę cięcia przez nos i usuwania przysadki mózgowej, kluczowego gruczołu organizmu usytuowanego pośrodku mózgu.

Dr Livingston ustaliła, że nienormalne pobudzenie hormonalne jest wynikiem działania toksycznych substancji i hormonalnych zakłóceń powodowanych przez jej mikroba raka. W odpowiedzi amerykańscy chirurdzy wycinali gruczoły pacjentów cierpiących na raka.

 

Biały rycerz

W swojej pracy The Cancer Microbe (Mikrob raka) dermatolog i badacz raka doktor medycyny Alan Cantwell podkreślił nieoceniony wkład czterech kobiet, pionierek początków mikrobiologii raka: dr med. Virginii Livingston, dr med. Eleanory Aleksander-Jackson, dr med. Irene Diller i dr med. Florence Seibert.

Dr Cantwell dorastał, czytając, że wszystkie drobnoustroje odpowiedzialne za wszystkie choroby rzekomo już odkryto, i ku swemu wielkiemu zaskoczeniu natknął się jako lekarz badacz na jeden, który pominięto - drobnoustrój wywołujący raka dr Livingston. I mimo iż miał świadomość, że wielopostaciowy drobnoustrój uważano od dawna za zwykłe zanieczyszczenie lub wtórnego najeźdźcę, a nawet że w ogóle nie istnieje, dr Cantwell, podobnie jak dr Seibert, wiedział swoje.

Idąc za sugestią swojego kolegi, skontaktował się najpierw z dr Livingston, którą ten usłyszał w radiu i z miejsca zorientował się, że jest coś, co łączy ich oboje. Tym czymś była wówczas kwasoodporna (chodzi o oporność na odbarwianie przez kwas) bakteria znaleziona w twardzinie skóry i raku. Dr Cantwell wiedział, że dr Livingston, mimo jej skrupulatności w badaniach, została już zaliczona przez tradycyjną medycynę do grona szarlatanów, zaś jej odkrycie, które uważał za przypuszczalnie największe w XX wieku, całkowicie zdyskredytowane.

W roku 1971 dr Cantwell opublikował w szanowanych magazynie Archives of Dermatology (Archiwa dermatologii) artykuł na temat twardziny skóry i nie zamierzał dalej zajmować się drobnoustrojem dr Livingston. Dr Livingston, dr Aleksander-Jackson, dr Diller i dr Seibert wzbudziły srogi gniew medycznego establishmentu. Dr Cantwell nie chciał jednak się w to angażować mimo nieustannych zachęt ze strony dr Livingston.

W roku 1974 dr Lida Mattman opublikował książkę Cell Wall Deficient Forms (Formy pozbawione błony komórkowej), która utwierdziła dr Cantwella i wielu innych w przekonaniu, że wiele bakterii, zwłaszcza bakteria gruźlicy oraz prątki, istnieje naturalnie w wielu formach - szczególnie w cyklu wzrostu, który obejmuje "formy pozbawione błon komórkowych", od przypominających wirusy poprzez formy bakteryjne i granulki aż po większe globoidy. Niestety, lekarze i naukowcy pracujący w laboratoriach rzadko są uczeni o bakteriach pozbawionych błon komórkowych.

Próg milczenia dra Cantwella został przekroczony na zawsze, kiedy ponownie zobaczył drobnoustrój wywołujący raka w skórze klatki piersiowej młodej kobiety, która straciła obie piersi z powodu raka z przerzutami. Usunąwszy guzki z jej skóry, dr Cantwell i jego kolega mikrobiolog Dan Kelso wyhodowali z nich początkowo powszechnie występującą bakterię Staphylococcus epidermidis (gronkowiec skóry). Ale w miarę starzenia się ich kultur to, co zdawało się być gronkowcem, przekształciło się w duże globoidy, pałeczki i formy przypominające drożdże z kwasoopornymi (opornymi na odbarwianie przez kwas), gruźlicopodobnymi granulkami.

Badając usunięte rok wcześniej próbki oryginalnego raka tej kobiety, dr Cantwell wyizolował zmienny kwasooporny drobnoustrój wywołujący raka występujący w samym guzie, jak również w próbkach tkanek otaczających guza, które patolodzy uznali za normalne. Pozwoliło to ustalić, że ten drobnoustrój istniał w tkankach pacjentki, zanim wywołał raka.

W całej serii recenzowanych, wnikliwych artykułów dr Cantwell opisał swoje odkrycie wywołującego raka drobnoustroju w trzech innych typach raka: Hodgkin, raka skóry Kaposiego i rzadszego od nich raka skóry zwanego zierniniakiem grzybiastym (mycosis fungoides).

Dla dra Cantwella stało się jasne po 20 latach polowania na mikroby, że stare założenia mikrobiologii na niewiele się przydały do wykazania infekcyjnej przyczyny raka. Okazało się, że zarówno w organizmie człowieka, jak i w całej przyrodzie, bakterie ciągle zmieniają formę i ewoluują podczas swojego życia. Niestabilny z natury mikroorganizm wywołujący raka nie był tu wyjątkiem.. Mimo upływu 25 lat 25 lat od czasu, gdy pobrał przerzutowe guzki z piersi młodej matki i ustalił, że powodujący je drobnoustój jest kwasooporny, wciąż nie mamy nań leku. Ów mikroorganizm przypominający drobnoustrój wywołujący gruźlicę wydaje się być niezniszczalny i wciąż wywołuje niedowierzanie, podobnie jak kiedyś odkryte przez Kocha prątki, z czym dr Livingston nigdy nie mogła się pogodzić.

Szczepionka BCG

W swojej wydanej w roku 1972 książce Cancer: A New Breakthrough (Rak - nowy przełom) dr Livingston pisze:

Wydaje mi się, że jest zupełnie racjonalne stwierdzenie, że powodem, dla którego szczepionka BCG jest efektywna nie tylko przeciwko gruźlicy, ale także przeciwko trądowi i rakowi, jest to, że drobnoustrój wywołujący raka jest blisko spokrewniony z BCG, ponieważ należy do tego samego rzędu promieniowców.

Kiedy dr Florence Seibert spotkała się w Paryżu z Boquetem, Calmette'em i Guerinem w celu przedyskutowania szczepionki BCG, żadne z nich nie miało pojęcia, że pewnego dnia zostanie ona wykorzystana przeciwko rakowi. Ta rozcieńczona szczepionka wytwarzana na bazie Mycobacterium bovis (prątek bydlęcy) lub inaczej krowiej gruźlicy jest obecnie najskuteczniejszym lekiem przeciwko rakowi z nabłonka przejściowego (transitional cell carcinoma; w skrócie TCC), który stanowi większość przypadków raka pęcherza moczowego. Co więcej, BCG jest najskuteczniejszą terapią tego rodzaju, zwaną "immunoterapią".

W obrębie immunoterapii wkrótce stało się modne przypuszczenie, że BCG lub krowia gruźlica "wzmacnia" system immunologiczny, lecz liczący się immunolog dr Steven Rosenberg zwrócił uwagę, że układ immunologiczny jest bardzo specyficzny i że jeden czynnik pobudzający, taki jak BCG, nie powinien stymulować reakcji na inny czynnik pobudzający układ immunologiczny, taki jak rak.

Dokładny mechanizm zaobserwowany podczas prowadzonych w roku 1993 na Uniwersytecie Illinois badań wyglądał tak, że początkowo komórki raka pożerały (lub dokonywały fagocytozy) i zabijały zawarte w BCGMycobacterium bovis. Ale później komórki raka nagle również umierały. Chociaż prowadzący te badania naukowcy przyznali, że zależność nie była jasna, wskazywali na istnienie wewnątrz prątka silnego "czynnika niszczącego nowotwór". Dr Livingston czuła, że to, co ci badacze nieświadomie obserwowali, było pospolitym zjawiskiem występującym w naturze znanym jako "lizogenia". Do lizogenii dochodzi, gdy jedna kolonia podobnych bakterii zabija inną poprzez ciskanie w nią bronią w postaci wirusowego bakteriofaga, przy czym sama nie doznaje żadnego uszczerbku.

Pod koniec lat 1970. dr Livingston nie mogła już dłużej ignorować prac dra Chisato Maruyamy z Japonii i wysłała dra Johna Majnaricha z Biomed Research Laboratories w Seattle, aby dokładnie się im przyjrzał. W roku 1935 Maruyama z Japońskiej Szkoły Medycznej w Tokio zaczął opracowywać szczepionkę przeciwko gruźlicy, która okazała się dobrym lekiem na raka. Szczepionka Maruyamy była podobna do BCG, tyle że zamiast bydlęcej gruźlicy jej podstawą była ludzka gruźlica.

Dr Chisato Maruyama od dawna obserwował, że pacjenci chorujący na gruźlicę lub trąd rzadko mieli raka. W latach 1970. szczepionka Maruyamy okazała się na tyle skuteczna, że jak sam głosił, połowa z 8000 pacjentów chorych na raka, którym ją podał, odniosła z niej korzyści.

 

 

Spadek po dr Livingston

Na początku lat 1970. dr Livingston, mocno poturbowana przez włodarzy medycyny, była gotowa na wyprowadzenie kontrataku w postaci fascynującego stadium, które dowodziło, że jej wywołujący raka drobnoustrój wydziela ludzką gonadotropinę kosmówkową (hCG), hormon wzrostu od dawna wiązany z rakiem. Początkowo jej twierdzenie, że bakteria może wytwarzać ludzki hormon, odrzucono mimo danych laboratoryjnych świadczących, że tak właśnie jest. Późniejsze doniesienia tradycyjnych bastionów medycyny, takich jak Allegheny General Hospital oraz uniwersytety Princeton i Rockefellera, potwierdziły jej odkrycie.

Dr Livingston uważała, że wydzielanie przez jej mikroba raka tego hormonu wzrostu rosło w sposób nie kontrolowany, stymulując rozwój guza poprzez przekształcanie normalnych komórek w złośliwe, gdy układ immunologiczny organizmu był osłabiony lub gdy wystąpił niedobór ważnych substancji odżywczych. Dr Hernan Acevedo z Allegheny wykazał, że wszystkie komórki rakowe mają tren hormon.

To będące medycznym kamieniem milowym odkrycie dr Livingston nadało rozpęd mikrobowej teorii przyczyn raka z liczącą ponad sto lat historią badań w tym zakresie. Mimo to ortodoksyjna medycyna uparcie odmawia uznania infekcyjnej przyczyny raka.

Dr Livingston miała ponad 80 lat, kiedy zmarła 30 czerwca 1990 roku. Kilka miesięcy wcześniej, w lutym, Kalifornijski Wydział Służby Zdrowia wydał zakaz przepisywania szczepionki wyprodukowanej z własnego mikroorganizmu pacjenta (autogenicznej), która była jej wielkim sukcesem. Następnie w marcowo-kwietniowym numerze kalifornijskiego magazynu A Cancer Journal for Clinicians napiętnowano jej szczepionkę i ochrzczono mianem "nie udowodnionej metody", sugerując wzięcie przez nią kilku różnych typów bakterii, rzadkich i pospolitych, za unikalnego mikroba raka. Było to tendencyjne i przeczyło licznym badaniom, które wykazały niezbicie, że prątki poprzedzają lub współistnieją z rakiem.

Jak na ironię, dr Acevedo, który wychwalał odkrycie dr Livingston mówiące, że mikroorganizm wywołujący raka może produkować ludzki hormon wzrostu, przyłączył się do chóru potępiającego jej szczepionkę. Kiedy rozmawiałem z nim jakąś dekadę później, przyznał, że zignorował kwasooporne formy, które rzeczywiście były obecne w preparatach rakowych, które dr Livingston mu przesłała. Sądził, że są one nieistotne, i dodał na swoją obronę, że nie było wówczas odpowiedniej techniki umożliwiającej dokładniejsze badanie tych kwasoopornych form.

Biorąc pod uwagę tę mętną logikę, wygląda na to, że przypuszczalnie najważniejszy naukowy kierunek badań nad rakiem został jak na razie pogrzebany.

Wnioski

Uderzające analogie pomiędzy rakiem i gruźlicą zostały zauważone znacznie wcześniej, jeszcze przed odkryciem prątka gruźlicy. Tę analogię już w roku 1877 wyraźnie podkreślił dr John Simon i usilnie optował na rzecz mikrobowego pochodzenia raka. Jednak w roku 1910 pewne amerykańskie siły medyczne dokonały zwrotu o 180 stopni i ogłosiły, że raka nie wywołują mikroby i że każdy, kto jest innego zdania jest heretykiem, szarlatanem lub konowałem.

Dr Virginia Livingston nie zasługiwała jednak na żadne z tych mian. Jeśli już, to powinna uchodzić za symbol skrupulatnych badań i poświęcenia w szczytowych okresie rozwoju amerykańskiej techniki medycznej w okresie po I wojnie światowej. Jej przeciwnicy utrzymują, że to, co widziała, to były "zanieczyszczenia" w postaci pospolicie spotykanych drobnoustrojów. Jednak dr Florence Seibert, specjalistka od skażeń, która standaryzowała dla rządu Stanów Zjednoczonych obecny skórny test na gruźlicę, nie stwierdziła obecności owych rzekomych skażeń. Z kolei dr Dean Burk, ówczesny szef chemii komórki w Państwowym Instytucie Raka, stwierdził, że odkryty przez dr Livingston mikroorganizm wywołujący raka jest równie realny i pewny, jak wszystko, co wiemy o raku. Niestety, potępienie dr Livingston przez włodarzy medycyny i jej wielu kolegów tworzy nieprzyjemny obraz całej sprawy.

Dr Virginia Livingston zdobyła międzynarodowe uznanie, kiedy odkryła, że jej mikroorganizm wywołujący raka produkuje ludzki hormon wzrostu od dawna wiązany ze złośliwością nowotworu. Jednak początkowo nawet w to nie chciano uwierzyć. Gdyby uzyskała tę samą pozycję w odniesieniu do odkrycia mikroorganizmu wywołującego raka, przypuszczalnie nie byłoby już dziś raka.

W tej chwili nie ma leku na jej mikroba raka. Przemilczanie jej osiągnięć doprowadziło do braku zainteresowania leczeniem  i w rezultacie co roku ogromna liczba ludzi musi cierpieć i umierać.

Dr Lawrence Broxme

 

Na "starych" stronach Cudu Miłości ten artykuł miał około 15 000 odsłon.


Komentarze   

0 #1 praca Magisterska 2017-05-19 01:01
Czy dobry? Tego nie wiem. Na pewno ciekawy, przynajmniej dla mnie.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież